Menu

środa, 8 maja 2013

Samodzielna mama ...byłam i ja.

Pytacie mnie w mailach o moją historię,a raczej jak udało mi się stanąć na nogi.
Nie chcę się za bardzo zagłębiać w to co było złe,pozwólcie więc że będzie to zarys,
a właściwie rozdział mojego życia.

Warto przypomnieć wpisy dziewczyn  na blogach o samotności matek
SĄ TAKIE DNI, KIEDY SAMOTNOŚĆ DAJE PO DUPIE
Samotność w... matce

Samotności w związkach i samotności takiej na prawdę. Nigdy nie lubiłam tego określenia
"samotna matka",wolałam mówić,że jestem samodzielna.

Samodzielna Matka.
Byłam.
Najpierw przez ponad trzy lata związku,ratowanego z racji posiadania dziecka.
Bardziej liczyłam na cud,niż wierzyłam że to ma sens.
Wstyd mi było wrócić do małej mieściny z dzieckiem pod pachą.
Na szczęście po tych trzech latach przejrzałam na oczy.Właściwie ujrzałam to co chciałam.

Spakowałam się w te same walizki z którymi przyleciałam.Tyle że teraz ta 30 kilowa była dziecka,mnie została ta na bagaż podręczny.Co się pakuje po 5 latach dorobku na wyspach?
Z dwie pary gaci na zmianę,jakiś stanik co by fason trzymać.Parę spodni,jakąś koszulkę,ukochane buty (należy przeprowadzić losowanie z 50 par jakie się ma i wybrać te naj naj naj zajefajniejsze - padło na zimowe,tyle że one zimowe były na wyspiarskie warunki nie Polskie). Spakowałam zdjęcia dziecka,książki i tyle.Więcej miejsca brak.Dziecku pakuje się najpraktyczniejsze ubrania,ukochane zabawki (pomijając 20 metrowe tory Thomasa i 20 kilogramów klocków duplo i lego),książki i wszystkie pary butów,znowu ubrania.Ma się w kieszeni jakieś 50 paundów i pełne gacie.Jak to będzie ?


Gdyby nie fakt że znalazłam się na 35 metrach wraz z rodzicami,bratem i dzieckiem swym,powiedziała bym że poczułam przestrzeń.Przestrzeni jednak brakowało.Ryzyk fizyk.Palcem po mapie.Padło na miasto.
Tu pożyczyłam tu doskładałam i poszłam ja w świat.Oszczędności miałam na miesiąc bez pracy.
Ogarnęłam przedszkole,opiekunkę i pracę.Fuksem chyba.I ciężko było do pierwszego,ale ciężej było by mi w tłocznym łóżku. Dziecku trzeba było wytłumaczyć zaistniałą sytuację,na szczęście dziecko intJeligentne po matce jest.Dziecko dostało jasne przekaz : Mama z tatą już się nie kochają,nie mogą mieszkać razem,ale Ciebie kochają najbardziej na świecie i nic tego nie zmieni.Dziecko czuło się bezpiecznie.
Czasami było mi przykro,że  przez te trzy lata więź ojca z dzieckiem była jak pajęcza sieć,a nie żeglarska lina.

No i tak z trzech lat bycia samodzielna matką w związku,stałam się samodzielną matką bez związku.
Nie będę się zgłębiać w to co przeżywałam na wyspach,bo książkę by można było napisać.
Wszystko było podejrzane,a moja złota klatka się kurczyła.Potem zrobiło się tłoczno.
Nie lubię tłoku we własnym łóżku.Spasowałam.

Odżyłam.Trwało to rok.Rok walki o siebie,o szczęście dziecka.
Rok walki o to co mi się należy.Rok pełen poniżeń,wyrzutów,wyzwisk.
Rok wyrzucania mi,że śmiałam odejść.Że nie miałam prawa. Że to moja wina (a jakże).

Było ciężko,nie raz telefon w lombardzie zastawiałam.Ani razu się nie przyznałam że brakuje mi na jedzenie,dla siebie,bo Mały miał wszystko.Ani razu nie pomyślałam,że zrobiłam źle...ja tylko żałowałam że tak późno. Zaniosłam nawet do lombardu pierścionek,ten hmmm zaręczynowy.
Białe złoto z prawdziwym brylancikiem...znaczy miał być,ale koło cyrkonii to to nawet nie leżało a co dopiero brylantu :)

Śmieję się teraz i śmiałam się wtedy,choć trzeba było kły zaciskać.
Choć trzeba było wybierać co ważniejsze z najważniejszego.
Te lata nauczyły mnie pokory.Zawsze cieszyłam się z tego co mam,tym bardziej doceniłam to o co walczyć musiałam sama.Da się.Jest dziadowsko ciężko,ale się da.
Trzeba tylko trochę samozaparcia i wiary.

No,a potem pojawił się u mnie na herbatce mój obecny mąż i wtedy zaczęła się bajka.
Pięć dni po naszej pierwszej rocznicy ślubu urodził się nasz młodszy syn.Pierworodny zyskał tatę i brata,ogrom miłości.Resztę to już znacie...


pozdrawiam
L.




4 komentarze:

  1. Jako 10-latka przeżyłam rozejście moich rodziców... Więc znam ten schemat od strony dziecka...

    Wspomnienia wróciły czytając Twoją historię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziecko najważniejsze..dlatego wiele pracy mnie kosztowało,by synowi wytłumaczyć co się stało.
      Mimo tego co było,to ja walczyłam i walczę nadal o jego więź z ojcem...no ale to już inna historia.
      Syn miał trzy lata...więc Ty pewnie bardziej przeżyłaś jako 10-cio latka.O ile można się pokusić o sformułowanie "bardziej".

      Usuń
    2. U mnie pod względem więzi z ojcem było tak że ani ja jemu ani on mnie potrzebny nie był :)

      Usuń
  2. też zdarzyło się zastawić telefon lub sprzedać pierścionek (broń boże zaręczynowy - takiego nigdy na oczy nie widziałam ), nie wyjechałam tak daleko ,jak ty ale wystarczająco daleko być sama ,częściej było pod górkę niż z górki , od 12 lat nie mam kontaktu z tym człowiekiem ,a i tak czasem odbija mi się jeszcze ten związek czkawką , każdy ma jakąś historie z przed ....

    OdpowiedzUsuń

Zapraszam do dyskusji - to Wy tworzycie to miejsce.
Obraźliwe i wulgarne komentarze będą usuwane - frustracje proponuje zostawiać gdzie indziej.