Od nowa

 

Katarzyna była pełną energii kobietą przed trzydziestką. Była spełniona zawodowo i usatysfakcjonowana życiem prywatnym. Z Piotrem byli bardo udanym małżeństwem, znali się nie długo, jednak burzliwa walka o ich związek, zbliżyła ich do siebie na tyle, że czuła się w nim pewnie. Jak się później okazało zbyt pewnie. Jako młode małżeństwo, pełne pasji do życia, cieszyli się każdą wspólną chwilą. Byli szczęśliwi, to szło zauważyć. Świadkiem szczerości uczucia, była nie tylko najbliższa rodzina, ale także przyjaciele i postronni obserwatorzy. Byli szczęśliwi tak na prawdę, tak do końca i na zawsze razem…

I przyszła chwila, która miała zaważyć na życiu ich obojga. Wystawić ich miłość na ogromną próbę, wystawić ich człowieczeństwo na kres wytrzymałości. Przyszła chwila, która przez długi czas, żadnemu z nich nie pozwoliła poczuć się szczęśliwym. Piętno rozstania.
Katarzyna dokładnie pamięta ten dzień, chwilę słabości, uniesienia i ogromne poczucie winy, które nie pozwoliło jej od razu przyznać się, że zawiodła. Napięcie rosło z dnia na dzień, emocje brały górę. Związek coraz częściej przypominał kumulację negatywnych emocji, pretensji i wzajemnego żalu…i właśnie podczas którejś z nich, Katarzyna przyznała, że zdradziła Piotra.
Ten wstał i wyszedł…czuł się bezradny, oszukany… zły. To chyba naturalne. Katarzyna uznała, że ją odtrącił i wyprowadziła się…
Piotr, nie potrafił jednak skreślić jej tak od razu i chowając swoją męską dumę w buty, prosił, by wróciła i odbudowali to co stracili. Katarzyna czuła jednak wielkie poczucie winy i każdą taką pomocną dłoń odrzucała, zatracając się w swoim własnym świecie.      Bywały ranki, że budziła się obok kogoś z wielkim moralnym kacem, innego dnia tęskniła tak bardzo, że pisała do Piotra ckliwe wiadomości. Piotr czekał. Czekał, aż Katarzyna sama poprosi o pomoc, aż stanie w drzwiach i poprosi by ja ocalił. Wiedział, że zawsze gdy on chciał ochronić ją, ona odrzucała jego pomoc. Bawili się tak w kotka i myszkę kilka miesięcy. Katarzyna tak bardzo zapętliła się w swoich kłamstwach, że Piotr nie potrafił jej ufać. Nie wierzył w żadne jej słowo…w żadne kocham, tęsknię…przepraszam. Czytał jej wiadomości po tysiąckroć i z każdym razem, wydawały mu się coraz bardziej obce…
Katarzyna przepadała na kilka tygodni, Piotr odzyskiwał w tym czasie równowagę, tylko po to, by ona pojawiła się znowu i zaszczepiała w nim resztki tlącej się nadziei…bo zależało mu na niej, na tamtej Katarzynie, którą z takim błyskiem w oczach, prowadził do ołtarza, na tej z którą zarywał noce przy butelce wina, śmiejąc się do rozpuku jak małe dziecko. To już nie była ona, to były zarysy kłamstw i obłudy, szkice manipulacji, obrazy agresji. To nie była jego Katarzyna. To był już ktoś zupełnie obcy. Ktoś kto zawiódł nie fizyczne oddania, ale coś znacznie cenniejszego. Zaufanie.
Mijały miesiące. Piotr zmienił pracę i wreszcie poczuł, że potrafi być sam. Żyć i cieszyć sobą. Korzystać z pięknej pogody, przechadzając się brzegiem Warty, karmić kaczki w Parku Wilsona i nie tęsknić. I wtedy, gdy już owładną go spokój, gdy czuł się szczęśliwy na tyle, na ile było to możliwe, zapukała do jego drzwi ona…
Katarzyna, w niczym nie przypominała jego Katarzyny. Wyszczuplała, jej włosy przetłuszczały się jak nigdy wcześniej, a oczy zapadła się tracąc dawniejszy blask. Miała na sobie jego stary podkoszulek, jeansy i stare znoszone tenisówki. Stał i patrzył na nią, a w środku niego, toczyła się wielka bitwa sprzecznych emocji.
Usiedli na kanapie. Oddaleni od siebie stosem poduszek, którymi jeszcze kilka miesięcy temu, staczali wielkie bitwy, tylko po to by paść sobie w ramiona…Piotr rozejrzał się po mieszkaniu, szukając jakiś śladów dawnej Katarzyny. Zdjęcia pościągał ze ścian już jakiś czas temu. Łapał się na tym, że wpatrywał się w nie i wracał do przeszłości. Przecież przeszłość zostawił za sobą. Liczy się tu i teraz. Katarzyny tu nie było.
Katarzyna usiadła i dłuższą chwilę siedziała w milczeniu. Jej czy mimo nabierania łez, były jakieś obce i bez wyrazu. Zaproponował jej więc coś do picia, bo nie chciał przyglądać się mimowolnie jej twarzy. Gdy stanął do niej tyłem, ona wyrzuciła z siebie potok słów… Nie pamięta wszystkiego, za to pamięta ten dziwny ścisk w żołądku. Pamięta jak w jego głowie przewracały się obrazy wszystkich szczęśliwych chwil jakie spędzili razem. Przypomniał sobie, jak kupił dla niej pierścionek zaręczynowy…był tak brzydki, że Katarzyna zanosząc się salwą śmiechu wymusiła jego wymianę…a ona mówiła…wreszcie składnie i od początku. Coś w niej pękło. Coś napędzało ją do tego, by wreszcie być szczerą. Przepraszała, tłumacząc się. Byłą taka prawdziwa…a potem podeszła i przytuliła się do jego pleców…poczuł dawny zapach…ten, który po jej wyprowadzce tak szybko ulotnił się z jego mieszkania…
Odwrócił się do niej, spojrzał w jej niebieskie jak niebo oczy, przejechał dłonią po jej włosach i dotknął kciukiem ust. To nie była jego Katarzyna, ale dostrzegł w niej tęsknotę…nie wiedział, czy to jeszcze resztki miłości, przyzwyczajenia, czy zwykłego ludzkiego współczucia. Współczuł jej. Straciła wszystko to, na co jej zależało. Odejście od niego, sprowadziło na nią tragiczną w skutkach karmę. Karma jest bezlitosna. Katarzyna podczas całego tego monologu wyznała, że od kilku miesięcy jest nieszczęśliwa. Mieszka katem u znajomych, straciła pracę, pasję, zacięcie do życia, dawny blask. Jednak duma wzięła grę i nie potrafiła przyjąc wyciąganej do niej ręki. Pogubiła się tak bardzo, że sama nie wiedziała co jest prawdą z jej ust, a co mówi tylko by ukoić swoje własne sumienie.
I współczuł jej tego…współczuł, bo tak bardzo owładnął ją jej własny egoizm, że nie zauważała wszystkich tych, których raniła wokół siebie. Wziął ją za rękę, ucałował zapadnięty policzek i odprowadził do drzwi. To nie była jego Katarzyna. To była obca kobieta, która myślała tylko o sobie ani razu nie wspominając o tym, co musiał czuć on… Katarzyna to było ciągłe ja, ja, ja…go już w jej życiu nie było. Potrzebowała się wyspowiadać i czuł, że warto jej na to pozwolić. Nic więcej.
Piotr przestał być naiwny. Kolejne wiadomości od Katarzyny, wywoływały w nim dziwne uczucie złości. To były słowa, dzięki którym to ona miała poczuć się lepiej, choć niby kierowała je do niego. Nie czuł już dawnych emocji, radości, że jednak o nim myśli, skoro pisze…
I wtedy ponownie stanęła w jego drzwiach. Katarzyna…włosy spięte w jego ulubiony kok, sukienka, którą kupowała w przydrożnym sklepie, gdy któregoś razu, zaprosił ją na wyjście niespodziankę ( do teatru ), a ona przyszła w swoich ulubionych podartych jeansach. Sukienka wyraźnie podkreślała jej szczupła talię. Weszła pewnym krokiem do środka, odwróciła się na pięcie i spojrzała mu w oczy tak, jak nigdy wcześniej…czuł ból, ból tego spojrzenia, za którym chyba podświadomie tęsknił, a który odtrącał od siebie.
Tego wieczoru to on mówił, a ona słuchała…mówił, bo zapytała go o jego uczucia. Mógł wreszcie wyrzucić z siebie cała złość na nią, wszystkie żale i pretensje, a ona przyjmowała je dzielnie na siebie, co jakiś czas ocierając płynącą po policzku łzę. A on im więcej mówił, tym bardziej jej wybaczał. Czuł się oczyszczony, czuła jak powraca do niego pewność siebie, harmonia i spokój wewnętrzny. Gdy skończył, Katarzyna przycisnęła usta do jego policzka i przytuliła go tak samo jak wtedy, gdy zdecydowali, że będą walczyć o swoje wspólne i szczęśliwe życie razem. Na dobre i złe. W zdrowiu i chorobie. Że będą dla siebie wsparciem i nie pozwolą, by ktokolwiek zepsuł to cudowne coś, co ich ze sobą połączyło.
Gula w gardle nie pozwoliła Piotrowi wydusić z siebie słowa. Chciał tak trwać. Czuć zapach jej szamponu i i łaskotanie jej rzęs na swoim policzku. Katarzyna chwyciła jego twarz i spojrzała mu ponownie tak głęboko w oczy, że na chwilę poczuł się sparaliżowany…przepraszam – wyszeptała, a on zdał sobie sprawę, że te kilka miesięcy to było czekanie na to słowo, czekanie, aż Katarzyna powróci. Ta Katarzyna, jego Katarzyna. Ciepła, zadziorna i pewna siebie. Z tym blaskiem w oczach, w których się przeglądał, z tym pewnym głosem, który zawsze sprowadzał go do porządku…

I wtedy pomyślał, że może i chciał by zakochać się w Katarzynie od nowa…

Komentarze

6 thoughts on “Od nowa

Dodaj komentarz