Kosmonauta

Jeszcze gdy pływałem w wodach płodowych,w brzuchu mamy,byłem najszczęśliwszym mającym się urodzić,dzieckiem na ziemi.Całą ciążę,czułem się potrzebny i kochany.
Rodzice śpiewali mi do brzucha piosenki.
Co chwile czułem dotyk matczynej dłoni trykającej mnie przez skórę brzucha.
Pamiętam pierwsze promyki czerwcowego słońca,kiedy mama wygrzewała się na łące.
Już wtedy byłem pewny,że świat,na który niebawem przyjdę czeka na mnie.
Że będzie cudownie ciekawie.
Że tak wiele jest do poznania,zobaczenia. Tata mi opowiadał,jak piękny jest ten świat.
Byłem cierpliwy.
Znosiłem te wszystkie badania i prośby doktora bym jeszcze przez chwilę pozostał w matczynym brzuchu. Chciałem być grzecznym chłopcem. Siedziałem cichutko i czekał na właściwy moment.
Chyba zbyt długo,bo z zewnątrz dobiegły mnie słuchy,bym już się pośpieszył.
Już ? Wspaniale – pomyślałem – Mamo idę do Ciebie.
Praca jaką musiałem wykonać,by wtulić się w ramiona matki,okazał się ciężka.
Nie miałem siły przeciskać się przez kanał.
Na prawdę próbowałem.,lecz moje ciałko okazało się za słabe.
Słyszałem tylko,jak mama prosi o cesarskie cięcie,a doktor mówi,że nie ma go kto zrobić.
Próbowałem się jeszcze przecisnąć,ale siły mnie opuściły.

Obudziło mnie rażące światło lampy umieszczonej nad inkubatorem.
Cieplutko,to chyba już. To tak wygląda świat ?
Przez ściany szklanego pudełka widziałem panujący na zewnątrz rozgardiasz.
Próbowałem się trochę rozejrzeć…lecz wtedy zobaczyłem jej twarz.
Stała nade mną. Zmęczona,z czerwonymi oczyma.
Jej twarz pozbawiona był jakiegokolwiek wyrazu.
Wiedziałem,że to ona,bo moje serce zabiło mocniej.
Witaj mamo,to ja. Czekałem na Ciebie – krzyczałem.
Lecz im więcej wydobywałem z siebie krzyku,tym ona bardziej płakała. Przestałem.
Patrzyłem tylko na nią i widziałem jaka jest piękna. Moja mama widzicie ? Moja !
Dotknij mnie,przytul…przecież nie mogłaś się tego doczekać.
Pamiętam jak mówiłaś,że będziesz mnie tulić w ramionach.
Że jestem najważniejszy,że mnie kochasz.
No dalej ,mamo !
A ona stała.
Może jeszcze,nie może mnie przytulić.
Zasnąłem.
Gdy się obudziłem,za szklaną ścianą stał doktor i coś jej tłumaczył.
Machał przy tym śmiesznie rękami. A ona stała jak posąg nieruchomo,a łzy spływały po jej twarzy.
Doktor oparł rękę na jej ramieniu i powiedział – Niech się Pani jeszcze zastanowi…i poszedł.
Nad czym się będzie zastanawiać ? Pewnie jak mnie nazwać,bo przecież do tej pory byłem robaczkiem,serduszkiem,kochanie.
Teraz potrzebuję prawdziwego imienia,by mogła z dumą mówić : to mój syn,ma na imię…
Mamo. Jakiekolwiek imię wybierzesz będę je nosił  dumą.

Minęły trzy dni.
Kiedy się obudziłem,nikt nie stał nad moim szklanym łóżkiem.
Przyszła tylko jakaś kobieta i badała mnie zimnymi dłońmi.
Krzyczałem,żeby poszła po mam,ale chyba mnie nie rozumiała.

Mama przyszła później.
Miała na sobie śliczną sukienkę. Gładko uczesane włosy i czerwone policzki.
Nie była sama. Obok niej stał jakiś Pan. Dopiero gdy objął ją ramieniem pomyślałem,że to mój tata.
Podeszli do mnie. Chciałem dać im jakiś znak,ale nie mogłem się ruszyć.
Przyszedł doktor i tłumaczył coś tacie.
Paraliż,niedowład,…tyle zrozumiałem.
Ponoć nie mogę ruszać ani rękoma,ani nogami.
Jak to nie mogę ? Przecież w brzuchu u mamy ruszałem.Codziennie rano budziłem ją kopniakami.
Chciałem im pokazać,że przecież to nie prawda,lecz moje ciało odmówiło posłuszeństwa.
– Są państwo pewni ? – zapytał doktor
– Tak. – odpowiedziała pośpiesznie,bez żadnych emocji na twarzy.
– Ja nie dam rady kochać tego dziecka….i poszła.
Pan doktor,spojrzał w moją stronę.Był smutny.
Jak to mnie nie kochasz mamo ?
Przecież mówiłaś mi co innego. Mówiłaś,że jestem idealny,że na zawsze,że tylko ja…
Już miałem krzyczeć,bo ból szarpał moje serce,gdy przez ścianę inkubatora zobaczyłem jego twarz.
Cała czerwona od bólu i łez.Włożył rękę do szklanego łóżeczka i dotykał mojej buzi.
Jak on pachniał,jaki był ciepły…aż mnie się ciepło zrobiło.
Tato,mój tato…nie zostawiaj mnie.
Pamiętasz,jak byłem u mamy w brzuchu powiedziałeś mi,że niektórzy ludzi mają tak dobrze jak ja.
Bo latają sobie w przestrzeni tak jak ja pływam w brzuchu mamy.
Mówiłeś ,że takim to dobrze.
Że nie liczą się zdolne ręce i silne nogi,lecz miłość i szczęście.
Zaufaj mi,będę dobrym synem !
Przecież mieliście mnie kochać na dobre i na złe.
Tata patrzyła na mnie swymi szklanymi oczyma,a jego dłoń głaskała moją twarz.
Ogarnęła mnie błogość.Przez te sekundy czułem się bezpiecznie.
Już miał odchodzić,gdy pochylił się nade mną ponownie.
– Kocham Cię, mój mały kosmonauto – rzekł i uśmiechnął się do mnie,tak że serce zabiło mi szybciej.

…trzy tygodnie później pierwszy raz poczułem zapach mamy.
Gdy brała mnie na ręce,tata uśmiechnął się do mnie tak samo,jak wtedy gdy odchodził od inkubatora.
Gładziła moje włosy,a wielkie jak groch łzy spadały z jej oczu wprost na moją twarz.
Mamo.Piękna mamo,będę najlepszym synem na ziemi.
Podniosła głowę,spojrzała na tatę i powiedziała :
– Masz rację,jest idealny.

Komentarze

31 thoughts on “Kosmonauta

  1. … i nagle człowiek sobie uświadamia jak bardzo nie docenia tego co ma.
    Koniec czytania na dzisiaj, idę przytulić mojego skarba. 😉

  2. Piękny tekst, wzruszyłam się.Przeczytałam Twoje starsze wpisy, masz fajny styl pisania czyta sie bardzo przyjemnie chyba będe tu częściej zaglądała;)

  3. Świetne. Boskie. Udostępniłam do siebie.
    Ale jestem tak zmęczona, że empatii mi brakuje i chyba jako jedyna napisze, że nie ulałam ani jednej łzy. Ale przypomniał mi się chłopiec w inkubatorze obok Jasia.
    Matka go porzuciła …

  4. Uczucia takiej kruszynki, choć tylko domniemane i opisane przez osobę dorosłą przeszywają moje serce. Moja wyobraźnia nie sięga do nieodgadnionych odczuć noworodka, niemowlęcia, ale sądzę, że mogłyby one brzmieć tak, jak to wyraziłaś Ty. Dlatego ta historia tak porusza.

  5. Cudne 🙂 jestem pod tak wielkim wrażeniem, że mimo iż bardzo chciałabym coś napisać, nie wiem co miało by to być.. Jak dla mnie więcej takich tekstów 😉
    Dominika

  6. Lzawe i ladne. Ale mi sie nie wpisuje w Twoj blog Matko. Nie dlatego, ze to nie jest wazny temat. Ale ostatnio porobilo sie mnostwo blogow pisanych, jakby ustami dziecka/plodu. I mi juz sie ulewa.
    Ale podkreslam, problem wazny i godny uwagi. Zwlaszcza teraz, gdy kazdy ma byc idealny, piekny i mlody.
    Pozdrawiam MaryAnn

Dodaj komentarz