Moja współpraca z taniaksiążka.pl wisi na włosku!

 

Współpracuje z taniaksiazka.pl już pięć lat. Cudowni ludzie, fantastyczne współprace, wymarzona komunikacja. Znaczy tak mi się wydawało. A potem mnie wrobili w tę recenzję. Ja nawet myślę, że z premedytacją i naprawdę ta współpraca w momencie przesłania mi ostatniej książki wisi na włosku. Podłożyli mi świnię owcę i niestety, chwilowo nie potrafię znaleźć sobie miejsca w tanio-książkowym teamie.

Przecież mnie tam znają! Piszemy maile, wymieniamy się uprzejmościami, no wszystko gra i huczy. A jednak nikt, absolutnie nikt z zespołu, począwszy od osoby odpowiedzialnej za komunikację TK ze mną (Aniu, pozdrawiam chłodnawo, już nie ciepło), poprzez osoby kompletujące moje zamówienie, aż po listonosza- nikt nawet nie próbował mnie odwieźć od spotkania z tą książką. A przecież mogli! Na pewno nie zrobili tego z troski, u mój chroniczny niedobór snu. A ta książka usypia. Na każdej stronie. Przy każdym obrazku, przy każdym wykresie. Nuda!

Nawet ich TanioKsiążkowy mol wziął i usnął 💤

 Ta książka  jest tak nudna, że masz ochotę pociąć się tępym klockiem lego, ba Ty nawet będziesz dobrowolnie boso po tych klockach chodzić. Zniesiesz ten ból, zniesiesz ten dyskomfort, dokładnie to wszystko, co czujesz w momencie uderzenia małym palcem w rant komody. Absolutnie każda tortura jest lepsza niż przebrnięcie przez Najnudniejszą Książkę Świata!

Wolałabym jak ten Kopciuszek przebierać mak i piasek, niż jeszcze raz podjąć się dla Was recenzji tej książki. Wolałabym biec maraton z butlą tlenu na plecach, ba wolałabym nawet bawić się ludzikami z moimi dziećmi (a szczerze tego nie cierpię), niż po raz drugi wziąć tę książkę do ręki.

Jestem pewna, że nawet Matka nie Wariatka czy Zielona Cytryna, absolutne przodowniczki w połykaniu książek, zwłaszcza na raz- nie są w stanie przeczytac tej książki od A do Z, za pierwszym razem. Sorry! Nie ma takiej opcji.

Ja tę książkę dostałam przed premierą. Długo przed premierą i niestety- poległam. Nie napisałam recenzji, a premiera była PRZEDWCZORAJ!

Najpierw pierwszego dnia, gdy sięgnęłam po lekturę, po przekartkowaniu dwóch pierwszych stron, obudziłam się z twarzą w pomidorowej. Naprawdę oddychanie w śnie pod pomidorową, z wchodzącym mi do nozdrzy ryżem (ja jestem team pomidorowa z makaronem, ale tatuś ugotował- mój osobisty, to nie pogardziłam) było dla mnie atrakcyjniejsze niż ta książka. Drugiego dnia, chciałam pominąć ten pierwszy rozdział (na obiad było mielone i bałam się o własne życie) i stawić czoła drugiemu. Okazało się, że jak się w mielonego pierdyknie czołem, to jest prawie jak schabowy sojowy. Później to już tylko gorzej. 

Nie polecam czytania tej książki w autobusie, szczególnie na długich trasach, bo możecie przypadkiem dojechać do Radomia, albo na Podkarpacie. Nie polecam czytać tej książki przed egzaminem, bo gwarantuje Wam, że na niego nie dotrzecie. Na poprawkę też nie. Nie czytajcie przed ślubem czy rozwodem- bo też nie dotrzecie. Nie czytajcie, jeśli macie takie małe, wymagające opieki dziecko- bo sorry ale MOPS już puka do waszych drzwi.

Ta książka jest dobra, jeśli NFZ wyznaczył Wam termin wizyty u specjalisty na za 10 lat, to spokojnie siądźcie w poczekalni i zdążycie przeczytac książkę, akurat na wizytę. One jest dobra, jeśli jesteście na nietrafionej randce. Możecie sami po nią sięgnąć, albo nawet podać ją rozmówcy. Na pewno jedno z Was bedzie mogło się elegancko ewakuować z randkowego lokalu. Mężczyznom polecam tę książkę, szczególnie żonatym, aby zrobili z niej prezent dla teściowej, zwłaszcza gdy mamusia Was odwiedzi niespodziewanie. Dać teściowej książkę, posadzić na kanapie, powiedzieć, że porozmawiacie, jak mamusia skończy czytać i numer konta za święty spokój na wiele, wiele tygodni- podam w wiadomości prywatnej. I na sam koniec wymyśliłam, że ta książka to jest cudowna, żeby zniechęcić kogoś do czytania. Żaden szanujący się “czytacz” nie zrezygnuje z takiego wyzwania. Jeśli nie przeczyta, to możecie powiedzieć “a widzisz- jednak poległeś/aś”, jeśli przeczyta, to padnijcie mu/jej do stóp, bo ta książka jest jak wszywka alkoholowa z disulfiramem- uzależniony nawet z nią pod pachą dotrwa do końca. I naprawdę ja do tego Radomia po kolanach pójdę, jak znajdzie się ktoś, kto przeczyta tę książkę na raz! Bez drzemki, bez ziewania, bez przerwy. Nie da się. Przeczytałam, a raczej przebrnęłam przez nią w milionowym podejściu i nie chcę więcej tego przechodzić. To nieludzkie torturować ludzi tą książką.

A przy okazji, wiecie, że jest trzydzieści rodzajów śniegu, a ostrokrzew ma szesnaście faz wzrostu, podzielonych równo na szesnaście lat? Czy wiecie, że nie ma absolutnie nikogo, kogo interesowałyby dane statystyczne dotyczące gospodarki Związku Radzieckiego w okresie dwóch pierwszych planów pięcioletnich (pardom- JaninaDaily kwiczałaby z zachwytu nad tym działem). I jeszcze hit: w języku angielskim jest 56 objaśnień nazw rodzajów śniegu. A ja to wszystko wiem, ba ja nawet wiem o wiele więcej (a wcale tego nie chciałam), z tej książki właśnie. I niestety nie da się tego odczytać! 

   

W księgarni taniaksiazka.pl nie znajdziecie innej, równie nudnej książki, chyba że w dziale poradniki.

 

 

 

Komentarze