Parentingowy wstyd

Zniknęłam.
Zniknęłam z premedytacją.
Jest mi wstyd. Jest mi wstyd, że prowadzę blog parentingowy.
Nie za treść, nie za specyfikę, a za ludzi w których kręgu się obracam.

Potrzebowałam oddechu czystym, nieskażonym aferami i fałszem otoczeniem.
Potrzebowałam chwili, na przewartościowanie pewnych rzeczy i postanowiłam odsunąć się na bok.
Wiem, że to tylko moja złuda, ale po prostu nie mam ochoty, ani jako człowiek, ani jako kobieta, ani tym bardziej jako matka w tym uczestniczyć.
Może niektórzy lubią taplać się we własnym gównie, ale sorry ja mam inne estetyczne upodobania.
Nie myślałam, że kiedykolwiek będę się wstydziła przyznać, że należę do grona parentingowych blogerów. A jednak. Wstydzę się.
Wstydzę się tego, co zaczyna się dziać na polu blogów, które miały mi przynieść wiedzę, które miały poszerzać moje horyzonty jako rodzica, które miały by pełne życzliwych i inteligentnych ludzi.
Dupa – przeliczyłam się.

Już kiedyś pisałam, że dyskusja i kulturalna wymiana poglądów, także sprzecznych, umarła śmiercią tragiczną, wręcz niezauważenie. Ostatnie miesiące tylko mnie w tym przekonaniu utwierdziły.
Nie raz podkreślałam, że nie zamierzam pisać o tym co wszyscy, nie dam się złapać na chwytliwy temat, nie zależy mi na podbijaniu statystyk. Nawet raz, ku waszej uciesze udowodniłam to tym postem KLIK – nabijanie wejśc na blog

Wchodzę na facebooka poczytać coś konstruktywnego i jedyne co przewija mi się po ścianie to ludzkie odchody. Pomijam jeden link, na piętnastu możliwych stronach, umieszczony na wszystkich możliwych ścianach. Z zasady nie otwieram, bo podirytowanie mi na to nie pozwala. Nauczyłam się okrywać takie kwiatki, więc te linki już do mnie nie trafiają…

Wchodzę na facebooka, a tam jeden temat ( zazwyczaj mający być kontrowersyjny) na wszystkich blogach. Po połowie, jak jeden mąż. Prawa strona za, lewa przeciw, lub odwrotnie…bo ona też się musi w tym temacie wypowiedzieć.  Przecież jej opinii nie może zabraknąć. Nie ważne, że myśli dokładnie tak samo jak piętnaście blogerek, które już się w danym temacie wypowiedziały, postawi przecinki w innym miejscu, użyje bardziej specyficznego słownictwa i będzie multum komentarzy tych z odmiennym zdaniem, a ona będzie z nich kpić.
Tylko zaraz, zaraz…przez przypadek, u siebie napisała, że popieram…a u niej, że nie… a niech ma, będzie afera, będzie milion wejść na bloga i tak się wykłóci, że oni nie umie czyta ze zrozumieniem, a nie że to ona się pogubiłam w tym co pisze.

Wchodzę na bloga i widzę przykładnego, inteligentnego i na pozór sympatycznego blogera, pełnego pasji.
Jak z obrazka. W rzeczywistości okazuje się to osoba niezwykle wyrachowana, która mnie, potencjalnego czytelnika ma w dupie. Byle się kasa na koncie za reklamy zgadzała.
Moje zdanie, nawet jeśli nie jest odmienne, nie jest istotne.  Nie wolno mi odnieść się do innego tekstu, innego blogera, nie wolno mi popełni literówki, napisać przez per Pan/i, nie wolno mi nawet oddychać w jej przestrzeni. Mogę tylko ich lajkować i poleca i jeszcze wychwalać…i nawet raz tak zrobiłam…wszystko na nic. Dostałam bana, bo zrobiłam to z konta blogowego…

Jadę na spotkanie blogerek, super hiper, banany na twarzy. Każdy klepie się po ramieniu, jak fajnie, jak pięknie. Trzy godziny po spotkaniu dostaję maila…jak to ta co mnie klepała, przed tą drugą nagadała, że tupet mam, że w ogóle przyszłam. Przecież sama organizuję spotkania, to mam dosyć gratisów i mogła bym zwolni miejsce komuś innemu. Na co czwarta odpowiada, że w ogóle na tej liście to ja się znalazłam przez pomyłkę, bo miała być ta i ta,ale taka sytuacja wyszła. No nie wypadała mnie nie zaprosić. Potem i ja nie zaproszę, a tak przyjdzie, pójdzie, dupę jej obrobią,a ona na listę u siebie wpisze.

Wchodzę na interesujący mnie wpis na blogu, a tam link do innego bloga i lincz.
Nie kulturalnie napisane odmienne zdanie autora, nie dyskusja, brak ” uważam, że”, ” myślę inaczej”…tylko bluzgi, obelgi, niekulturalne zwroty i jeden wielki szyderczy śmiech.
W komentarzach burza, jak pod krzyżem smoleńskim. Opada mi wszystko, poza ciśnieniem.
Pomijam już tekst,  gdzie rzekomo idealna i przykładna matka, rzuca kurwami na prawo i lewo.

Lista blogów nie dających się wkręci w paznokcie, rajstopy czy sposób karmienia kurczy się w zastraszającym tempie. Dla mnie to mniej czytania, dla czytelnika oznacza to jakiś schyłek ku upadkowi parentingowych blogów.
Z obserwacji wiem, że takich sfrustrowanych czytelników, chcących czytać wyzwiska między matkami, jest znacznie mniej, niż takich, którzy czekają na temat, na dyskusję, a nie na wzajemnie obrzucanie się fekaliami. Znacznie za to wzrasta liczba blogerów, domagających się wiecznej adoracji swojej osoby, a nie treści zamieszczanych tekstów.
Taki obraz blogów odstrasza. Odstraszają sztucznie nakręcane afery. Zniechęcają pełne obelg komentarze…nawet te anonimowe, pisane przez samego autora by podkręcić atmosferę, gdy ta zdycha śmiercią naturalną.
Kto na tym traci ?
My – parentingowi blogerzy.
My – czytelnicy.
Ja na tym tracę, jako człowiek, jako kobieta, jako matka. Jako autor i czytelnik.

Nic dziwnego,że firmy ukierunkowują się na inne kategorie blogów. Któż chciał by pokazywać diamentowy pierścionek na tle błota ? Ja nie.
Któż chciał by przekazywać produkty na promocję, na spotkania, na loterię, by potem przeczytać – że jej dziecko jest za małe, by skorzystać z tego produktu.
Na pytanie – po co brałaś ?, otrzymałam odpowiedź – bo dawali.

Nie wiem jeszcze w którą pójść stronę.
Na razie się odcinam. Może nadejdzie znowu moment ( tak, jak gdy zaczynałam pisać blog), gdy ogarnie mnie wrażenie i przekonanie o wzajemnym szacunku i zrozumieniu jaki panuje w parentingu.
Póki co, to wrażenie się zatarło.
Dzięki Bogu, powstają nowe obiecujące blogi, które zapełniają lukę świeżością, nowym spojrzeniem.
Blogi, które nie są jeszcze skażone aferkami, obelgami i wyglądają znacznie dalej, niż do czubka własnego nosa. Blogerzy, który mają jeszcze coś ciekawego do powiedzenia i nie potrzebują ani sztucznego tłumu, ani spamowania by zyska rzesze zarówno nowych jak i wiernych czytelników.
Blogerzy, którzy są na tyle inteligentni by założy bloga i pisać go słowami własnymi, a nie za pomocą ctrl  c – ctrl v. Jest nadzieja i choć ta jest czasami zgubna, to chcę wierzyć, że ten smród, który ciągnie się ostatnio za parentingiem, wreszcie opadnie i będzie znów świeżo i rześko.

Póki co, nie mam ochoty w tym uczestniczyć.
Są wakacje, mam co robić z chłopakami.
Może to tylko taki kiepski czas dla sfrustrowanych ludzi.
Może to wina nudy, albo kapryśnej pogody.
…może na jesieni wróci mi zapał i chęć.

P.S.
Ostatnio napisała do mnie jedna z twórczyń szyjąca wyroby handmade.
Napisała, by trochę się pożali, że już nie ma ochoty promować się w parentingu, bo zrobiło jej się przykro. Dlaczego ? Bo podarowała jednej mamie, produkt by ta napisała recenzję. Produkt wart około 150 zł. Ona w ten sposób zarabia na życie dla swojej rodziny. Cieszy się, że może podarowała komuś coś od siebie, że jej rzeczy idą do ludzi, że dzięki temu jej wyroby trafiają do szerszego grona potencjalnych klientów. Recenzja była oczywiście na ach i och, cudne, przydatne i funkcjonalne.
Po czym po dwóch tygodniach, mama wystawiła produkt na sprzedaż na facebooku, twierdząc że już się jej nie przyda, a ona potrzebuje pieniędzy na coś tam. Przecież ta rzecz mogła powędrować do kogoś, kto by się ucieszył, kto by uszanował, kto by się na gratisie nie chciał dorobić.
To nie był miesiąc, to nie było kilka miesięcy użytkowania. To były dwa tygodnie.

…nie wiedziałam co jej odpisać.

Myślę, że takie wyjaśnienie mojego zniknięcia będzie dość wyczerpujące.
Nie zarzekam się, że skasuję blog, że zniknę na dobre.
Zbyt wiele pracy i czasu mnie kosztowało, by stworzyć ten swój, a teraz i trochę wasz świat.
Póki co potrzebuję przerwy.
Wpisy będą pojawiać się rzadziej. Uznajmy, że korzystam z należnego mi urlopu wypoczynkowego.
Jak by co, jestem z chłopakami na RODOS *

* rodzinne ogródki działkowe ogrodzone siatką

Komentarze

61 thoughts on “Parentingowy wstyd

  1. Wygodna, konsekwencja w działaniu, rób, co robiłaś, pisz jak pisałaś, nie słodzę, nie wrzucam tęczy, czytam, bardzo lubię-wiesz o tym, takich czytelników masz wielu, bądź z boku, “róbmy swoje” jak śpiewał pan Młynarski 😉

  2. Martwiłam się o Ciebie kochana, tak długo Ciebie nie było teraz rozumiem.Wszystkie jestesmy lub bedziemy matkami wiec nie potrafie zrozumiec tych afer, tego wylewania pomyj na inna kobiete.Chyba nam chodzi o jedno by wychowac dziecko na szczesliwego madrego czlowieka.Jakie wartosci takie osoby przekaza? Co do spotkan blogowych mam wrazenie ze tylko garstka jedzie milo spedzic czas, wypic kawke poplotkowac(w pozytywny sposób) cala reszta chyba po gratisy jadą:(Smutne to

  3. Też mnie strasznie drażni brak kultury, czytania ze zrozumieniem i szacunku, a tym bardziej jest to przykre, że tak wiele tych przywar znajduje się w matkowych dyskusjach, które moim zdaniem powinny świecić przykładem:) Rozumiem potrzebę odpoczynku, szkoda, bo dopiero zaczęłam tutaj zaglądać tak na prawdę:)
    I tak jak pisałam już gdzieś że ja to chyba słabo w tych parentingach siedzę bo mnie afery omijają;D Ale szczerze mówiąc to dobrze mi z tym, wystarczy mi to co nie raz widzę na różnego rodzaju fejsbukowych grupach.

    1. A ja Fanaberie bardzo dobrze kojarzę i jest mi miło, że zagościłaś w me progi 🙂
      Ja odwrotnie, na grupach nie siedzę, bo moje nerwy by tego nie wytrzymały, a jeszcze nie nawiązałam współpracy z firmą, która dostarczała by mi systematycznie relanium 😛

  4. Potrzebę przerwy, zniesmaczenie brakiem kultury i pogonią za aferami/popularnością/kontrowersją rozumiem. Tyle rodziców, tyle ludzi, tyle postaw – toż to niejako przekrój społeczny, gdzie nie natrafiasz li i jedynie na spokojnych, odpowiedzialnych ludzi z pasją i pokorą.
    Ale trzeba pamiętać, że to aż/tylko poziom wirtualu.

  5. Od niedawna czytam blogi parentingowe. Jednak rzadko komentuję, a jak natrafiam na afery rajstopkowo-nierajstopkowe to w szczególności odechciewa mi się czegokolwiek. Do tej pory pamiętam zdziwienie pomieszane z zażenowaniem gdy po raz pierwszy zobaczyłam jak matki potrafią pluć na siebie jadem. Bo dziecko obdarte z godności w rajstopkach chodzi, jedna na drugą, bo ta karmi mm, a ta naturalnie itd. A to tylko kropla w morzu wody. Litości. I pytam dlaczego? Co raz mniej empatii, coraz mniej człowieka w człowieku. Żałuję, że dzieje się to właśnie teraz, kiedy zostałam matką, kiedy dopiero co zaczęłam czytać blogi parentingowe i siłą rzeczy jako czytelnik wdepnęłam w to bagno.

    Pozdrawiam, Ola

    1. Jedyne co przychodzi mi do głowy, w odpowiedzi na ten komentarz, to, że jest mi przykro, że jako czytelnik masz takie odczucia, bo na pewno nie tego oczekiwałaś.
      Pozdrawiam i mam nadzieję, że uda mi się zatrze pierwsze złe wrażenie 😉

  6. Nie bez powodu zmieniłam nazwe bloga 🙂 zwasze moge zmienic kategorie bloga i w razie zagrożenia upadku parentingu uciec w inne czuleści blogosfery ;);)

  7. Słowo parenting znam tylko z Twojego bloga i jak widać, niewiele straciłam. Co do urlopu, to bierz i nie pytaj, wpadaj tylko czasem na kawę, bo smutno bez Ciebie jakoś na FB 🙂

  8. Ja też się odcinam od parentingów per se. Nie wchodzę już tak obsesyjnie, najwyżej raz na jakiś czas robię rundkę żeby zobaczyć, czy się coś zmieniło. Sama znalazłam swoją – wciąż parentingową – niszę i trzymam się jej. Zaczęłam przyciągać ludzi zainteresowanych tych tematem, ludzi światłych, otwartych. Nie ma innych polskojęzycznych blogerek parentingowych zajmujących się tematyką chustonoszenia na taką skalę, więc nie mamy z kim sobie podkradać akcji reklamowych, obrzucać błotem. Jest kilka dziewczyn w blogosferze które lubię naprawdę, ale widzę, że same się w tym parentingwym wirze zatopiły. I szkoda mi trochę, ale ich sprawa. Ja jestem zen. I jestem skupiona na swoim blogu. Na głodych wiedzy czytelnikach. Na mailach które od nich dostałam, że zmieniłam ich myślenie i ich zainspirowałam. Przecież po to bloguję.

  9. Rozumiem doskonale, zgadzam się z Tobą we wszystkim co napisałaś, jest mi przykro, że parenting zmierza w tym kiepskim kierunku, mam jednak nadzieję, że wróci do tej świetności z przed kilku miesięcy.
    Odpoczywaj, ładuj baterie, spędzaj czas z dzieciaczkami i mężem, ale dawaj o sobie znać, bo mi tęskno… 🙁 a tak bardzo lubię Cię czytać 😉
    Miłych wakacji i dużo słonka :-*

  10. I cóż napisać. Faktem jest, że afera goni aferę. Zaglądam na coraz mniej stron, coraz mniej postów zostało do czytania, a i ja piszę rzadziej. Nie chcę szczekać jak reszta, nie chcę się kłócić. Pragnę dialogu, zrozumienia i normalniej rozmowy. Argumentów, nawet takich, po których piszę komentarz – przepraszam. Tak, potrafię przeprosić za błąd. Jestem tylko człowiekiem. Bycie blogerem nie czyni mnie lepszą od innych, ale ma sprawić, że będę wciąż starała się być lepsza, dla siebie i dla rodziny.

    Jeśli masz ochotę, to zapraszam cię do Justyny i Tomka, na bloga jakchcemy.pl . Czytam ich długo. I ani razu, nie natknęłam się u nich na ślad “smrodku”, który ciągnie się za parentingiem 🙂 To tak chwile, gdybyś chciała coś poczytać, bez obawy, że znów wdepniesz w g…

  11. nie będę odnosić się do wpisu bo wszystko jest czarno na białym 🙂 ale Tobie i chłopcom życzę miłych wakacji, odpoczywaj i ładuj baterie 🙂

  12. Ale o co chodzi? Jakie afery? Wojny?

    Matko już dawno temu odcięłam się od afer. Czasem coś nawinie się na fcb przed moimi oczami. Przeczytam napiszę “o kurwa” i to wszystko. Nie zaśmiecam mojego bloga tematyką afer.
    Mam swój przekaz i tematów mi nie brakuje. Dlatego mój blog nie wpisuje się tylko w schemat rodzicielski (wolę język polski).

    Udanych wakacji i wracaj tu z nowymi tematami 😉

  13. szkoda… lubiłam tu zajrzeć, ale przyznaję że jako ta spoza środowiska parentingowego też dostrzegam to dziwaczne zjawisko… dobrze więc było poczytać coś innego… wartego uwagi… będę czekać na te rzadsze wpisy 🙂

    1. Bo w te afery pakują się największe blogi, a te pomniejsze nie pakują się w takie gówno. Dlatego ja wśród swoich ulubionych blogów mam te o mniejszej liczbie fanów, dopiero początkujące, a te sławne, znane i uwielbiane omijam szerokim łukiem. Wyjątek robię dla matki wariatki i matki wygodnej 😉

  14. Dobry, wyważony post. Dodałabym jedno – przykro tak, gdy znajomi dowiadują się, że piszesz bloga i z pełnym politowania uśmiechem zadają pytanie w stylu “a nie za stara jesteś na takie pierdoły?”. Bo ja już ponad 30 lat mam, to i owo widziałam i tylko z potrzeby “wypisania się”, która mnie od dzieciństwa gniecie, zaczęłam bloga pisać. Teraz się spodobało i póki co nie przestanę, chociaż uczucia mam identyczne z Twoimi.
    Pozdrawiam serdecznie

    1. ja też mam ponad 30 lat i mam w nosie, czy jestem za stara 😛
      Piszę bo lubię, piszę bo chcę.
      Jak będę na prawdę stara to zacznę pisac o wieczorkach dla seniorów, a w tym czasie moi znajomi będą cerowa skarpety 😛

    2. Bo kiedyś blogowanie przeznaczone było dla pryszczatych nastolatek, które właśnie na blogu dawały upust swoim niespełnionym miłościom. Teraz jest zupełnie inaczej, bo powstają blogi O CZYMŚ, ale niestety wiele osób tkwi wciąż w przekonaniu, że nic się nie zmieniło.
      Ja jestem JESZCZE przed 30stką 😉

  15. Mnie tak pochłonęła sąsiadka – wariatka i jej nocne ekscesy, że wszystkie afery mnie ominęły… 🙁
    Oczywiście mnie też nie podoba się “sranie we własne gniazdo” i jakoś tak się składa, że w swoje czytelni mam tyle wartościowych blogów, że zawsze znajdę miłą odskocznię… i po raz kolejny chwalę sobie odcięcie od “fejszbuka” 🙂
    Najważniejsze to robić swoje i być w porządku. fałsz zawsze się wyczuje…udanych wakacji…pzdr

  16. Trafiłam do Ciebie przypadkiem z parentingowych. Tytuł mnie zaintrygował bo sama bloguję od niedawna a co chwilę słyszę o jakieś aferze – mimo, że de facto stoję bardzo z boku, bo mój blog jest specyficzny. Niemniej zostanę chyba na dłużej u Ciebie bo w punkt trafiłaś. To co napisałaś o spotkaniach gratisach i tego typu cudach mnie w fotel wbiło. Serio o gratisy taka wojna? Jeśli tak to gorzej niż w podstawówce się tu dzieje i w takim razie zostanę sobie dalej na moim boku. Z doulowymi pozdrowieniami!:)

  17. Między innymi dlatego odeszłam. Nie znoszę mieć wrażenia, że uczestniczę w cyrku na kółkach, a tutaj niestety od dłuższego czasu czułam, że cały ten szumnie nazywany parenting to tak naprawdę w większości jakieś kompletne bzdury. Pisałam na siłę, poruszałam tematy, których w ogóle nie czułam. W pewnym momencie odniosłam wrażenie, że umysłowo się ograniczyłam, czego nigdy nie chciałam. Że tracę w ciągu dnia czas na czytanie i pisanie o bzdurach, że wszędzie jest jedno i to samo i że każda nowa blogerka ma do przerobienia listę koniecznych tematów, więc to się nigdy nie skończy. Nie wiem, chyba tylko Lucy Es spośród blogerek parentingowych jakie znam (nie modowych, tekstowych) wybija się przed szereg, bo ma obłędny, niesamowity i unikalny styl. Cała reszta, mimo mojej dużej sympatii dla wielu autorek, jest dla mnie raczej na jedno kopyto. Przestałam zaglądać, zaczęłam odlajkowywać, żeby nie robić burdelu w newsfeedzie.

    1. ale mnie podsumowałyście! idę teraz zaszyć się w kąciku i upajać. serio, kawę sobie nawet do tego zrobię. dzięki za miłe popołudnie 🙂

  18. Za to właśnie Cię uwielbiam. Za to odcinanie się od wszelkiego rodzaju afer, za trzymanie wysokiego poziomu wśród blogerek. Niestety tam gdzie jest duże skupisko kobiet afery, obgadywanie itp historie są na porządku dziennym. Tęsknię za Twoimi wpisami, za widokiem nowych postów na Twoim fp, za pitą wirtualnie z Tobą kawką 🙂 ale każdy potrzebuje odpoczynku. A wakacje to idealny moment do tego 🙂
    Monika

  19. Czekam Matko na Twój powrót…mam nadzieję, że nie opuścisz nas na stałe:) Smutno będzie…a te akcje…no nieźle się porobiło…sprzedaż gadżetów to już w ogóle pomijam…ja biorę udział w wielu konkursach np…ale nie wpadłam na pomysł żeby to później sprzedawać…a jak bierzesz coś do recenzji…wstyd i tyle…pozdrawiam

  20. Taka natura ludzka. Co poradzić? Ja na żadną aferę jeszcze nie trafiłam, tylko temat rajstop obił mi się o uszy. Sama bloga piszę stosunkowo krótko. Wejść mam nie za wiele, obserwatorów garstka. Komentujących jeszcze mniej. Na fp trochę ponad 200 polubień. Z jednej strony szkoda, z drugiej trudno. Na siłę pisać nie będę. Może kiedyś mój blog się rozkręci 🙂 pozdrawiam i miłego wypoczynku 🙂 też nam się marzy własne RODOS 🙂

  21. ja po prostu nie patrzę, nie słucham i nie reaguje. Robię swoje, bo nie zależy mi na poklasku nie wiadomo kogo, nie zależy mi na kontrowersji nie wiadomo po co, nie zależy mi na być ach i och i naj. Blog jest dla mnie częścią mojego świata i po prostu go lubię. Ot i co.

  22. Nie jestem i pewnie nigdy nie będę blogerką właśnie ze względu na to obrzucanie się błotem:-/ to nie na moje nerwy,szczerze mówiąc mam ważniejsze sprawy na głowie niż pomalowane paznokcie dziecka…
    Doskonale cię rozumiem. Ja też mam wakacje i jutro jadę na wieś-bez internetu(chyba). Trzymaj się,pozdrawiam serdecznie

  23. Kochana mam podobne odczucia co Ty. Jeszcze jakiś czas temu wchodziłam na blogi, co by poczytać o nowościach książkowych, zabawkach, przygodach innych dzieciaków, recenzjach itp. a teraz? Naprawdę rzygać się chce. Owszem jest kilka dziewczyn, które nie mieszają się w te afery i aferki i do nich chętnie wracam, ale pozostałe… no kpina po prostu.
    Nie rozumiem czy ludzie nie potrafią już się dogadać? Napisać do siebie prywatnie? Załatwić tego na boku? Nieeee…. lepiej wywlec wszystko na wierzch, a niech ma ta i ta, publicznie bardziej jej dowalę.
    No błagam zachowujmy się jak dorośli.

    Kochana ładuj baterie i wracaj, pisz, bo uwielbiam Cię czytać.

Dodaj komentarz